Mój mąż Marcin ma 35 lat, od 10 lat jesteśmy małżeństwem, mamy syna Michałka w wieku 7 lat. Marcin od dziecka był fanem motoryzacji, jeszcze przed ślubem razem jeździliśmy na różne imprezy tzw. „zloty”. Zawsze też marzył by mieć własny warsztat – to był jego główny życiowy cel. Udało się go mu osiągnąć, zbudować warsztat i rozkręcić firmę tak by mieć z tego satysfakcję. Zyskał opinię na Podlasiu „specjalisty od Mercedesów” jako elektromechanik i tak faktycznie było. Miał też wielką pasję – motocykle, to była jego odskocznia od dnia codziennego. Uwielbiał jazdę na motorze, zaraził mnie tym i ja również ją uwielbiałam. W tamtym roku zaczął brać udział w rajdach, w tym roku również miał wziąć w nim udział – we wrześniu. Niestety……. los jest okrutny. Marcin miał wypadek właśnie na motocyklu. Z niewiadomych przyczyn uderzył w bok jadącego auta dostawczego. Uderzył w niego całym swoim ciałem, a motocykl został prawie nieuszkodzony. Nie jestem w stanie opisać co czułam jak zajechałam na miejsce wypadku. Mówiłam: To jest niemożliwe! To  nie mój Marcin! On zawsze jest taki ostrożny, nigdy żadnej stłuczki……  A jednak…. Informacje z karetki mnie zmroziły:  prawdopodobnie krwiak mózgu….. Potem informacje z SOR-u były tylko gorsze: Marcin jest w stanie krytycznym – może nawet nie przeżyć…… Serce mało mi nie pękło……   Obrażenia wewnętrzne jakich doznał to: rozległy krwotok wewnętrzny na skutek pękniętej wątroby, udary mózgu, wstrząs mózgu, obrzęk mózgu, połamane obie łopatki, miednica, lewa ręka. Do tego po uderzeniu odbite płuca, nerki (które po urazie nie pracowały). Mąż przeszedł skomplikowaną operację zszycia wątroby i usunięcia śledziony. Przebywał w śpiączce, został praktycznie wybudzony i kiedy już wszystko szło ku dobremu niespodziewanie nastąpił kolejny udar. Ogromny udar, który objął 2/3 prawej półkuli mózgu…… Lekarze nie dawali praktycznie szans na to, że wyjdzie z tego w ogóle….. Nie mogłam w to uwierzyć, krzyczałam: to  nie dzieje się naprawdę !!! Nie Marcin !!!  Mijały kolejne dni, a ja czekałam na cud, modliłam się i czekałam. Mówiłam do Niego: nie możesz się poddać, walcz, nie możesz mnie zostawić! I stał się CUD! Marcin wybudził się ze śpiączki, sam oddycha, poznaje nas, potrafi się skomunikować, z dnia na dzień małymi kroczkami idzie do przodu. Każdy dzień przynosi coś nowego. Mój mąż walczy! Radość to mało powiedziane – Serce skacze do nieba! Teraz Marcin potrzebuje tylko i aż rehabilitacji. Rehabilitacji, która zapewni mu życie chociaż po części w stanie sprzed wypadku. Niestety koszt rehabilitacji jest ogromy…..

 

WPŁAĆ DOWOLNĄ KWOTĘ NA RACHUNEK FUNDACJI MOC POMOCY 16 1020 5226 0000 6602 0635 0765 Z DOPISKIEM Marcin Olechno
Facebook
Instagram